my tylko o żarciu i o miłości... , czyli aśkowe teksty, dywagacje o N. i pseudofilozoficzne dysputy.
piątek, 20 listopada 2009
zakupy to twój wróg.

Przedwczoraj, oczekując aż Aś skończy ćwiczenia, siedziałam jak zwykle pod gabinetem N. Ponieważ jest to pora późna, panie sprzątające pomykają to tu, to tam i zawzięcie porządkują. Jedna z pań otworzyła sobie sąsiadujący z N. gabinet, weszła, posprzątała, wyszła. Myślałam, że wejdzie i do N., ale niestety. Jego gabinet pozostał w nieładzie.
Rozmawiam potem o tym z Aś.
A: ale faktycznie, jakbyś weszła w układ z tą panią, i miała klucze do jego gabinetu, to byłoby nieźle.
Ja: ależ ja bym Mu sprzątała! każdą szufladę do samego dna! i sprawdziłabym, czy ma zainstalowane najnowsze gg na komputerze w pracy.
A: po co mu w pracy najnowsze gadu-gadu? z kim miałby rozmawiać? z Bartusiem? chodź, synu. chcesz? poczytam ci Platona. Bartuś: ok. N: to włącz videorozmowę. i nie mów mi, że masz problemy z łącznością.

Rozmawiamy z Aś o wykładzie N.
A: on czaruje głosem... ma świetną intonację. (chwila zamysłu) ten foniatra czyni cuda.

Czytałam książkę w drugim pokoju, postanowiłam przejść do salonu. N. śpi na kanapie. Podchodzę i zdejmuję Mu okulary, coby nie zrobił krzywdy ani sobie, ani im.
N: co robisz?
Ja: zdejmuję ci okulary...
N: specjalnie w nich zasnąłem. żebym widział, do kogo strzelam, jakby mi się wojna przyśniła.

Miotam się po mieszkaniu na ulicy C. Dzwoni N.
N: powiedz mi co kupić, to po drodze zrobię zakupy.
Ja: daj spokój. przyjedź po mnie, to pojedziemy razem.
N: nie ma sensu. sam to dam radę załatwić. mów.
Ja: i tak nie zapamiętasz.
N: mów.
Ja: ok. kup piętnaście deko sera salami, tyle samo goudy i wędzonego, bo lubię. albo morskiego. ale koniecznie tego jasnego. mleko dwuprocentowe. dwa twarożki, oczywiście jeden pomidorowy, o właśnie! kup pomidory! te gałązkowe, bo lepsze. no i paprykowy też możesz kupić, ale papryki nie kupuj. kup mi sałatę. jakąś ładną. i jabłka. zielone albo te co leżą obok nich, takie żółte... no wiesz które, nie? zapomniałam! szynkę kup! polędwicę miodową dla mnie i Bartosza, a dla siebie to co chcesz. i jakąś kiełbasę też kup. zjemy. kup jogurty. obojętnie jakie, ale nie te zbożowe ze śliwkami, bo są obleśne. w sumie to kończy się herbata, ale jeśli uważasz, że wystarczą nam dwie torebki do poniedziałku, to nie kupuj. no i dobrze by było kupić nowy żel pod prysznic, bo go skończyłam rano i kup pastę do zębów, bo ta zaczyna śmierdzieć... pieczywo! widzisz! zapomniałabym! chleb razowy z ziarnami, tylko patrz na datę ważności. Bartosz chce bułki pomidorowe. sobie kup tosty, bo lubisz. a wiesz co... jak będziesz na kosmetykach to zerknij na szampon dla mnie, ok? przydałby się sos italia. bo wtedy dałabym go do ryżu albo kotletów. to weź neapolitański albo pikantny. o a propos! keczup! a skoro już jesteś clio, to machnij się na wody i soki. takie trzy tymbarki pomarańczowe to by mi się przydały... no i kup sobie ferrero, żebym ci mogła zawiesić na drzwiach. i kartę do telefonu, bo dużo zabulisz za tę rozmowę. no dobra. to powtórz.
N(cisza): to za ile minut będziesz gotowa?

czwartek, 19 listopada 2009
Aś w szale! N. nonszalancki.

Wczorajsza długa rozmowa w komentarzach była iście fascynująca! Aś zabroniła mi używać słów moralny, spirytualistyczny i ja jako związek wyrazowy.

Wczoraj w werwie pisania.
Ja(mrucząc pod nosem): po prostu moje moralne spirytualistyczne ja nie zgadza się z twoim moralnym spirytualistycznym ja.
A: zaraz ci przypierdolę...

Idę dzisiaj do biblioteki. Nie zwracając uwagi (ostatnio tak mam) na samochody, przechodzę sobie spokojnie ulicę C. i wreszcie zdarzyło się to, na co tyle razy czaiłyśmy się rok temu: N. gwałtownie przede mną zahamował.
N(wychodząc z clio): podwieźć cię?
Ja(dochodząc do siebie): mało co mnie nie przejechałeś... wolę jechać autobusem. będzie bezpieczniej.
N: podwieźć cię na przystanek?
Ja: no wiesz?! a jakbym chciała wyjść za mąż za Ciuchokira to co? podwiózłbyś mnie do kościoła?
N: a chcesz wyjść?
Ja: nie.
N: to co się głupio pytasz.
No tak. Kościoły mają swoje własne piorunochrony.

Wysiadamy przed wydziałem.
Ja: ty wejdź głównym, a ja wejdę bocznym.
N: a może ty wejdź głównym, a ja wejdę przez okno? zostawiłem otwarte. będzie jeszcze bardziej tajniacko.

Stukając długopisem w biurko.
Ja: ach to biurko...
N: czy to jest propozycja?
Ja(rzut oka na bałagan): gdzie? na tych pudłach z indeksami?
N: kiedyś ci to nie przeszkadzało.
Ja: wcześniej nie było tu tylu pudeł. pamiętam, że raptem raz zrzuciłam ci wizytownik z biurka.
N: rozumiem, że chciałaś mi dać do zrozumienia, że więcej wizyt tego dnia nie będzie.

Aś zaczyna wróżyć mi z ręki.
A: patrz. na tej ręce masz dużo małych kreseczek. i to są związki. różne. a na tej masz jedną wyraźną. i to jest N.



Mój raj ma też swoje okna:) Niestety nie są to już okna od strony deptaku, tylko od szkolnego boiska, ale za to są dwa! :)

środa, 18 listopada 2009
omam węchowy i słuchowy.

Z mojego nieustannego (myślę o N. średnio raz na trzy minuty) fantazjowania o N. zaczęłam wszędzie Go czuć. Pominę moje wciąganie powietrza, jak akurat przechodzi obok nas i podążanie za zapachem po schodach...

Na wczorajszej konferencji Jego zapach panoszył się wszędzie. Rozmawiając potem o tym z Aś.
A(oburzona): faktycznie. jego perfumy waniały po całym wydziale!

Dzisiaj miałam to samo. W Empiku, przed salą, przed gabinetem, w przeciągu, na korytarzu... W pewnym momencie nawet wydawało mi się, że N. siedzi w swoim gabinecie, bo słyszałam Jego głos i ruszanie się przedmiotów, ale logika podpowiadała mi, że na pewno w ciągu dwóch godzin by wyszedł.
No cóż. Tak to już jest. N. po prostu mną zawładnął.

Na dzisiejszym wykładzie scenariusz jak zawsze: ja wpatrująca się w N., Aś przenosząca spojrzenie z N. na mnie i uśmiechająca się, a na moje uprzejme pytanie co? - odpowiadająca błyskotliwie - nic i uśmiechająca się dalej:) lov!

N. wspomniał, że czasami śni Mu się wojna. I że strzela do Germańców.
Aś zauważyła, że ma interesujące dłonie, którymi ciągle coś robi, a mnie się bardzo podoba co z nimi robi. Raz przesunie mikrofon, raz dotknie książki, raz założy sobie ręce na piersi (ach te Jego ramiona i opinająca je marynarka!), raz podniesie je do góry, raz złoży w pięść...
A: cały czas tymi paluchami narabiał!
Po czym, refleksyjnie siedząc na krześle w kuchni w sposób wysoce niewskazany dla kręgosłupa,  a ja leżąca na stole w sposób wysoce niewskazany dla moich żeber:
A: On ma małe uszy, małe dłonie, mały nos... ciekawe co (moje łypnięcie) jeszcze...

Od wczoraj jestem bowiem także zafascynowana wyglądem Jego ud w spodniach. Zauważyłam je jakoś wczoraj, gdy na konferencji usiadł przed nami. Poinformowałam o tym Aś, tak samo jak o tym, że ma idealny brzuch, na który często zwracam uwagę, zerkając jak układa się koszula, gdy ma rozpiętą marynarkę i siedzi (ma płaski! Aś! słyszysz?! płaaaaaski!).

Rozmawiając o telefonach.
Ja: mnie się starła dwójka. abc.
A: a mnie szóstka. mNo. ciekawe dlaczego...



Drzwi do raju... :)

notka dupotka.

Czyli jak Aś indoktrynuje moje poczucie wartości i stara się je na siłę podnosić, co doceniam, ale to raczej skazane na niepowodzenie. Komentarzy od groma, a żaden konstruktywny;p

wtorek, 17 listopada 2009
wolny chód.

Dzisiaj nie będzie zabawnie. Dzisiaj będzie inaczej.

Przede wszystkim, mamy cudownego starostę grupy, który tak zakręcił, że zamiast cywila znaleźliśmy się na konferencji o zawodach prawniczych, którą notabene otwierał N.
Wszędzie czułam Jego perfumy, było mi z tego powodu cudnie duszno, a Aś powiedziała, że jest świetnie ubrany.

Idąc do sali, gdzie miała być debata.
A(widząc N. głosem kochanej cioci zwiastującej coś w stylu popatrz, gdzie jest ciocia!): zobacz kto tam jest... N.!

Potem siedząc na piętrze znów spotkałyśmy N. Był spóźniony na swoje ćwiczenia jakieś 5-10 minut i nagle wyłonił się zza rogu i szedł tak ostententacyjnie wolno, że aż pasowałoby do Niego określenie - lazł. Byłam w takim szoku, że On potrafi tak wolno chodzić, że nawet nie odpowiedziałam na Jego uprzejme smacznego, gdy jadłam kanapkę. Dopiero Aś zwróciła mi uwagę, że jestem niegrzeczna nie odpowiadając i wtedy rozległ się mój pisk i skowyt, że jak to? To On mi coś powiedział? Wyszłam na buraka! Dopiero potem zdałam sobie sprawę, że tuż za nami siedziały dwie dziwne dziewczyny z naszej grupy.

Powinnam zdecydowanie ograniczyć operowanie piskiem i skowytem na widok N. i zdecydowanie używać tajemniczych pseudonimów, bo coraz więcej osób widzi to, co widzi.

Mknąc po schodach.
Ja: dzień dobry.
N: mówiła mi już pani dzisiaj dzień dobry.
Ja: grzeczności nigdy za wiele.
N: wolałbym, żeby była pani niegrzeczna. powiedzmy... dziś wieczorem?

poniedziałek, 16 listopada 2009
być in blanco.

In cognito i don pedro - to podstawowe zasady Aś.



Jedziemy autobusem. Gadamy o tym, że ostatnimi czasy na wydziale rzadko kiedy mówię N. dzień dobry, ale głównie dlatego, że On bardzo szybko chodzi i zanim zakonotuję, że przeszedł, to On już pójdzie, a ja się przecież drzeć nie będe, nie? 
A: rok temu to ja dopiero byłam in cognito!
Ja: no. nawet dzień dobry N. nie mówiłaś. bo teraz to już się zniżyłaś do tego poziomu i mówisz.
A: za to ty stoisz ponad.

Chasamy po leclercu to tu, to tam niczym rozbrykane tygryski ze stumilowego lasu (jakby rzekł N.).
N(dzwoniąc): co robisz?
Ja: przyglądam się czekoladzie Lindt Excellence ze skórką pomarańczową.
N: mam być zazdrosny?

niedziela, 15 listopada 2009
gdybym nie zdążyła.

Piasek stanowczo za dużo wie o moim życiu :)

Aś, pomyśl, czy gdyby 2013 miał dojść do skutku, to czy puszczenie tej piosenki nie rozwiązałoby wszystkiego? :)

sobota, 14 listopada 2009
proza życia
czyli zakupologia wg N. i czynność administracyjna zwana przepisaniem z grupy do grupy.
piątek, 13 listopada 2009
aśkowy N., eNowy asik.
czyli jak lady_orange zyskuje nowe teksty na bloga.
czwartek, 12 listopada 2009
wyszukiwanie alternatywnych rozwiązań
czyli fantazje wszelakie i snucie domysłów.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
statystyka