Rozmawiamy o nagrodach i odznaczeniach. A: w sumie dostać teraz pokojową nagrodę nobla to trochę obciach. ale wiesz co? taka nagroda nobla to by dobrze wyglądała w cv.
Siedzimy w galerii i przyglądamy się ludziom. Ja: uwielbiam ich obserwować. obserwacja to nasze.... któreś tam imię. A: ty weź spisz te imiona, żeby wiedzieć, jak się ludziom przedstawiać.
Patrzę się na Ciuchokira. Ja: no weź ty go obczaj. wygląda na rozwiniętego chłopaka. pod względem intelektualnym i w ogóle. Za kilka godzin wchodzimy do sali. Ciuchokir leży na ławce. A: teraz to on nie wygląda na rozwiniętego. tylko na bardzo zwiniętego. w sobie.
Spisywanie starych dialogów to świetne zajęcie. Aś, czeka Cię mnóstwo pracy.
Przeglądając zawartość półki w kuchni. A: ocet nam się kończy... Ja: nie będziemy kupować. czajnik jest czysty. A: a słyszałam, że ocet pomaga na odchudzanie. Ja: nie będę próbować. A: ale to możliwe. jak się napijesz to rzygasz wszystkim. w ogóle powinni wymyśleć takie pigułki, które działają jak alhokol i wywołują masakrycznego kaca. wtedy rzygasz, nie chce ci się jeść i chudniesz.
Aś ogląda w internecie zdjęcia mody wiosna-lato 2010 w naszym ulubionym sklepie H&M. Ja siedzę w swoim pokoju i tylko słyszę jej zachwyty. A: ojeju... (po chwili) o rany... (po chwili) o kurwa...
Aś analizuje charakter pisma mój, N. i wszystkich dookoła. Szczególnie, że pewna pani doktor ocenia nas według tegoż. Ja: a jak to jest? jak ja kopię pismo w prawo to jaka jestem? A: ekstrawertyk. Ja: a jakbym w lewo? A: introwertyk. Ja: a jak ty piszesz prosto to jaka jesteś? A: realistka. ale wiesz co? w liceum na polskim to pisałam na tysiąc sposobów. raz tak, raz inaczej. normalnie osobowość zmieniała mi się z linijki na linijkę.
Idziemy uliczką wiodącą do naszego domu. A: tu powinno być więcej latarni. Ja: i po dwóch stronach. a pomiędzy takie serpentyny. podświetlane of course. z takim napisem... A: "miłego spaceru" (po chwili) ale by nas ten napis wkurwiał. zwłaszcza jakbyśmy szły tędy szósty raz tego samego dnia.
Szukając czegoś w torebce. A: jaki ja mam tutaj bałagan, to nie masz pojęcia. ja mam tutaj rzeczy sprzed początku świata.
Wspominamy naszą naukę na sesję letnią ubiegłego roku. I choć wszystko pięknie się udało, to niełatwo nam było godzić leżenie na kocu w ogrodzie, picie piwka wieczorami, rozmów wszelakich i wypadów do galerii. Ja: a jak w tym roku też będzie takie ładne lato... i to od maja... A: dobrze by było, gdyby tak od 25. maja lał deszcz i było minus dziesięć. Ja: przegięłaś. A: no dobra. plus dziesięć. Ja: ja bym tak chciała, żeby na ostatnim egzaminie było tak, że jednocześnie odkładam długopis, a tu pyk! słońce i trzydzieści stopni w cieniu. A: ja wtedy myślę: cholera, zostało mi jeszcze jedno pytanie.
Siedzimy sobie kiedyś na prawie konsytucyjnym. Zapomniałyśmy wydrukować jedną ustawę, a Sosna zadała pytanie o definicję umowy międzynarodowej. Wszyscy cisza, bo chyba niewielu ustawę miało, albo - o zgrozo! - bało się odezwać. Dla picu otworzyłam konsytucyję, żeby nie było, że nic nie robię. Aś zrobiła to samo ze swoją, chociaż było logiczne, że tam tej definicji nie znajdziemy. A(wśród cieszy,zaglądając mi przez ramię): w twojej też nie napisali?
Mają nam zmienić Sosnę na drugi semestr. Nie podoba nam się to, zwłaszcza, że ta zmiana nie wyjdzie nam na dobre. A: sosna jest idealnie dobrana do archiwisty (wykładowca). on pieprzy. ona pieprzy. my to wszystko pieprzymy.
Powyższa notka to połączenie cykli znad kuchennego blatu i znad stolika w restauracji Safir.
Nie było nas na jednym z wykładów z prawa administracyjnego. Wzięłyśmy notatki od pewnej Agniesi. A że Agniesia nie pisze dość wyraźnie, to Aś miała zagwozdkę. A: co?! zamarynowane polecenie?! (po chwili) karaluch zakładu...? (po chwili) kurwa! ona nie może normalnie pisać?! co tu jest napisane? aktów normatywnych jakich? Ja: moi drodzy? A: ty, a może ona pisze wszystko, co mówi U.? ona powiedziała aktów moi drodzy normatywnych, a ta wzięła i to napisała.
Nie cierpimy z Aś, jak ktoś mówi coś w stylu: "to jest podobno najtrudniejszy egzamin na całych studiach". Szczególnie, jak taki tekst wychodzi z ust naszego rówieśnika. A: tak. po prostu nie ma trudniejszego w całym wszechświecie. Ja: a u nas co? nudy. wszystko jakieś takie do zdania, nie? A: no to prawo lotnicze jedynie brzmi ciekawie. (tonem edytkowym) po prostu u nas, wymogiem zdania egzaminu z prawa lotniczego jest posiadanie licencji pilota.
Opowieść o podróży do dalekiej miejscowości acz bliskiej sercu memu.
Aś.
A: no bo słuchaj. miałam jechać do domu 16:45, a ty wiesz, że ja z autobusami, rozkładami i tak dalej to nie jestem tak za pan brat jak ty, nie? no i przed świętami, jak ty miałaś jeszcze Rzym, a ja już jechałam do domu, to było tak: o szesnastej powinnam wychodzić, żeby zdążyć na przystanek. no to ja na luzie zjadłam obiad, zrobiłam przegląd internetu, poczytałam... i wiesz, że ja mam na biurku ten stary zegarek, co ma jeszcze godzinę nieprzestawioną, nie? no i ja tak siedzę przy tym biurku, siedzę... i nagle patrzę! a tam po piętnastej! to ja pęd do walizki, wrzucam wszystko jak leci, jeszcze jestem nieubrana, nie wiem, co mam brać, nic! lecę do kuchni, zmywam, bo pełno garów. lecę do łazienki, sprawdzam, czy piecyk wyłączony, żaluzje zasłaniam, wracam, po prostu chaos! dzwoni moja mama, a ja do niej: mamo, nie teraz, nie mam czasu, pakuję się! cała zdyszana. mama mówiła mi później, że się dziwiła, że jeszcze tyle czasu, a ja taki pośpiech, no ale... no i wychodzę na przystanek. zaiwaniam jak szalona, a to koło głupie nie przyjeżdża. ja cała w stresie, że nie zdążę na dworzec, to wsiadam w 19 i dochodzę ten kawałeczek. wbiegam na dworzec, siadam i czekam. aż tu nagle słyszę, że jakiś autobus z 15 ileś tam jest spóźniony, to sobie myślę: matko. to co dopiero mój! i patrzę na zegarek na dworcu. a tam 15:40... myślałam, że mnie szlag trafi. Warto zauważyć, że oprócz nieprzestawiona zegarka Aś na biurku, mamy także zegar w kuchni, mamy zegar w moim pokoju, mamy zegar w łazience i ostatecznie Aś miała zegarek w telefonie i na ręku:)
Poniższa notka rozbawi tylko mnie i Aś. W kultowym filmie Dlaczego nie! jest piękna i przesycona dramatyzmem scena, kiedy główna bohaterka zmaga się ze zdradą swojego partnera, który idąc z nią ulicą tłumaczy, że takie są czasy i że dla niego to nic nie znaczyło używając przytoczonych niżej słów dotyczących świata współczesnego. Bohaterka z miną przepełnioną żalem i złością oznajmia, że takiego świata... nie chce. Zakochałyśmy się w tej scenie i częstokroć parafrazujemy ją na sposoby różnorakie.
Piszę wiadomość na naszej-klasie. A(pełne zdziwienie): piszesz wiadomość na naszej-klasie?! Ja: tak. a co? matko! ty nie piszesz wiadomości na nk, nie piszesz e-maili, z gadu prawie nie korzystasz, smsów nie piszesz, do nikogo nie dzwonisz... na jakim świecie ty żyjesz, obudź się wreszcie! A: nie chcę. nie chcę takiego świata.
Siedzimy i czekamy, aż przyjdzie dr Ś. i wręczy nam egzamin. Ja: cholera, już 13:05, miało być punktualnie. A: u mnie 13:07. jeszcze osiem minut i możemy iść.
Robimy zakupy w leclercu. Mijając pieluchy zerknęłam na cenę. Miałam właśnie mówić Aś, ile kosztuje utrzymanie takiego.... słodkiego maluszka, kiedy Aś mnie uprzedziła. A: ty patrz ile to trzeba na takie dziecko wydać, a ono to wszystko przesra. dosłownie.
Czyli nocne zmagania lady_orange z Aś z szachami. Działo się...
Byłyśmy pod wrażeniem zastawienia króla komputera bydlem i dwiema wieżami. My tak nie umiemy...
A to nasz honorowy ruch:
Po kolejnej partii, kiedy ostał nam się ino król, a dookoła śmigały wieże i gońce... A(zrezygnowana uciekając tym królem): dlaczego tu nie można popełnić samobójstwa...