my tylko o żarciu i o miłości... , czyli aśkowe teksty, dywagacje o N. i pseudofilozoficzne dysputy.
Blog > Komentarze do wpisu
Opowieść o podróży do dalekiej miejscowości acz bliskiej sercu memu.

Aś.

A: no bo słuchaj. miałam jechać do domu 16:45, a ty wiesz, że ja z autobusami, rozkładami i tak dalej to nie jestem tak za pan brat jak ty, nie? no i przed świętami, jak ty miałaś jeszcze Rzym, a ja już jechałam do domu, to było tak: o szesnastej powinnam wychodzić, żeby zdążyć na przystanek. no to ja na luzie zjadłam obiad, zrobiłam przegląd internetu, poczytałam... i wiesz, że ja mam na biurku ten stary zegarek, co ma jeszcze godzinę nieprzestawioną, nie? no i ja tak siedzę przy tym biurku, siedzę... i nagle patrzę! a tam po piętnastej! to ja pęd do walizki, wrzucam wszystko jak leci, jeszcze jestem nieubrana, nie wiem, co mam brać, nic! lecę do kuchni, zmywam, bo pełno garów. lecę do łazienki, sprawdzam, czy piecyk wyłączony, żaluzje zasłaniam, wracam, po prostu chaos! dzwoni moja mama, a ja do niej: mamo, nie teraz, nie mam czasu, pakuję się! cała zdyszana. mama mówiła mi później, że się dziwiła, że jeszcze tyle czasu, a ja taki pośpiech, no ale... no i wychodzę na przystanek. zaiwaniam jak szalona, a to koło głupie nie przyjeżdża. ja cała w stresie, że nie zdążę na dworzec, to wsiadam w 19 i dochodzę ten kawałeczek. wbiegam na dworzec, siadam i czekam. aż tu nagle słyszę, że jakiś autobus z 15 ileś tam jest spóźniony, to sobie myślę: matko. to co dopiero mój! i patrzę na zegarek na dworcu. a tam 15:40... myślałam, że mnie szlag trafi.

W
arto zauważyć, że oprócz nieprzestawiona zegarka Aś na biurku, mamy także zegar w kuchni, mamy zegar w moim pokoju, mamy zegar w łazience i ostatecznie Aś miała zegarek w telefonie i na ręku:)

sobota, 30 stycznia 2010, aga_ata

Komentarze
2010/01/30 21:08:49
Ale przynajmniej się nie spóźniła... :-)
-
2010/01/31 10:31:57
Dokladnie :D lepiej byc przed niz po..przy okazji sie rozruszala...
To opowiedz jej moja przygode.. bardzo zalezalo mi wczesnie jechac do domu i poszlam na dworzec na busa na 14;45, ale nie bylo miejsca, mowie trudno, o 15.10 byl nastepny, nie przyjechal, mowie trudno, jest jeszcze 16.10.. wyobraz sobie ze siadlam nie na tym stanowisku co trzeba i dziwiac sie ze autobus jeszcze nie przyjezdza nagle slysze za soba takie brum.. a potem widze tylko tyl mojego autobusu.. uciekl mi a ja siedzialam i czekalam na niego ponad godzine.. i potem czekalam do 18.10 na nastepny :D
-
2010/01/31 12:37:21
też nieźle:D
dogadałybyście sie;d
-
2010/01/31 16:14:12
Jak czlowiekowi zalezy to akurat szczescie robi sobie drzemke i zostawia nas na pastwe fikusnego losu ;)
statystyka